sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 1: "Uschnięty Kaktus"

Lena nigdy nie miała lęku wysokości, dlatego pierwsza podróż samolotem nie sprawiła jej problemu. Dziewczyna przez cały lot rysowała w swoim szkicowniku. Zapełniła trzy strony puszystymi konturami chmur. Jej matka, osoba, po której Lena odziedziczyła talent do malowania, zawsze powtarzała: „Malując staraj się przelać wszystkie myśli na papier, tylko wtedy twoje prace będą prawdziwe.” Jak zwykle – mama miała rację. Lena szkicując chmury faktycznie bujała w obłokach. Tworzyła je z taką pasją, że staruszka siedząca obok prawdopodobnie uznała nastolatkę za obłąkaną, lecz dziewczyna niezbyt się tym przejęła
Po udanej podróży brunetka odebrała bagaż i skierowała się do wyjścia. Gdy opuściła lotnisko uważnie rozglądnęła się dookoła. Przed Leną rozciągała się droga, na której zatrzymywały się samochody osobowe i autokary, by odebrać pasażerów. Nic dziwnego, że panował tu straszny tłok. Ludzie przebiegali z jednej strony na drugą ciągnąć za sobą bagaże. Osiemnastolatka słyszała fragmenty rozmów, szuranie kół walizek, pomrukiwanie silników aut i klaksony pojazdów. Wzięła głęboki wdech, po czym ruszyła w stronę czarnego samochodu z napisem „Taxi”. Zbliżając się dostrzegła mężczyznę opartego o maskę auta. Starszy pan ubrany był w białą koszulę w kratę, jasnobeżową kurtkę i szare spodnie. Miał długą siwą brodę, a włosy przykrywała mu brązowa czapka. Mężczyzna zawzięcie czytał gazetę i nie przerwał tej czynności nawet, gdy musiał poprawić duże okulary spoczywające na jego nosie.
- Dzień dobry - powiedziała Lena.
- Dzień dobry. Dokąd panienkę zawieźć? - odrzekł mężczyzna z silnym brytyjskim akcentem. W tym samym momencie szybkim ruchem zamknął gazetę.
- London Eye - oznajmiła Lena zdecydowanym głosem. To pierwsza rzecz, którą chciała zrobić po przylocie do Londynu. Wejść do jednej z kapsuł i nasycić się widokiem miasta, które od teraz miała nazywać domem.
- W takim razie zapraszam do samochodu, a ja wezmę panienki bagaż.
Mężczyzna uśmiechnął się i otworzył drzwi do swojego pojazdu.

***

Lena, opierając się o szybę, zachwycała się urokiem miasta, gdy taksówkarz zatrzymał samochód.
- Niestety nie mogę podjechać dalej. Obszar obok London Eye to strefa, do której nie wpuszczają pojazdów. Ale to tuż za rogiem, kilka kroków. Jeśli panienka zechce mogę podprowadzić - mężczyzna mówił powoli ze względu na pochodzenie swojej pasażerki. Wiedział, że obcokrajowcom, którzy przybywają do Anglii po raz pierwszy, trudno jest nadążyć za wypowiedziami Brytyjczyków. 
Lenie podobało się zarówno podejście starszego pana jak i to, że mówił do niej „panienka”. Był pierwszą osobą, która użyła takiego określenia zwracając się do osiemnastolatki.
- Nie, dziękuję. Myślę, że sobie poradzę - Lena wypowiedziała te słowa najmilszym tonem na jaki było ją stać, w końcu była „panienką”.
- Jak sobie panienka życzy.
Mężczyzna uśmiechnął się i wyszedł z auta. Otworzył drzwi brunetce i wyciągnął jej walizkę.
- Proszę bardzo. Tak jak mówiłem to tylko kilka kroków. Prosto i w prawo za tym sklepem. Zresztą proszę spojrzeć - taksówkarz wskazał palcem obszar nad budynkiem z cegły - widać już kawałek London Eye. Na pewno się panienka nie zgubi.
- Dziękuję - powiedziała dziewczyna, uśmiechając się.
- Ja również i życzę miłego dnia. 
Mężczyzna w miłym geście ściągnął czapkę i skłonił głowę, po czym wsiadł do auta, a Lena odeszła we wskazanym przez niego kierunku.
London Eye, ogromny diabelski młyn spoczywający nad brzegiem Tamizy i od jakiegoś czasu jeden z celów życiowych Leny Ambroziewicz.
- Sen stał się jawą - pomyślała brunetka uśmiechając się sama do siebie. Ścisnęła rączkę walizki i pognała do kolejki przy kasie z biletami.

***

Przed Leną stała już tylko jedna osoba, gdy usłyszała:
- Następny proszę!
Dziewczyna podeszła do okienka.
- Dzień dobry. Poproszę jeden zwykły bilet.
- Dwadzieścia funtów - oznajmiła pulchna blondynka około trzydziestki.
Ambroziewicz zrobiła charakterystyczny ruch ręką, aby sięgnąć do torebki i... osłupiała. Na jej ramieniu nie było żadnej torebki! Lenę zalała fala gorąca. Niespokojnie rozglądnęła się dookoła, popatrzyła na walizkę, spojrzała na uliczkę, którą przyszła pod London Eye...
- Taksówka - wyszeptała.
- Proszę? - zapytała pulchna blondynka z dziwnym grymasem, który u niej wyrażał zaskoczenie. 
Lena wyrwana z zamyślenia, zdezorientowana, z rumieńcami na policzkach wypaliła szybkie „rezygnuje z biletu” i ciągnąc za sobą podskakującą walizkę pognała na parking, na którym ostatni raz widziała taksówkarza.
Po dotarciu na miejsce dokładnie rozejrzała się po okolicy. Przeszła obok wszystkich czarnych aut, lecz nigdzie nie dostrzegła napisu „Taxi” i miłego starszego pana. Uświadomiła sobie, że wszystkie jej najważniejsze rzeczy były w torebce, którą zostawiła w taksówce. Pomyślała o swoim telefonie, paszporcie, portfelu, kopercie, którą dostała od pani Marii i zbladła. Pełna rozczarowania i niepokoju usiadła na pobliskiej ławce.
- Co ja teraz zrobię? - pomyślała i zakryła twarz w dłoniach, po czym oparła ręce na kolanach.             Przez piętnaście minut próbowała wymyślić jakiś plan, strategię, cokolwiek czego mogła się podjąć, by odzyskać rzeczy lub w najgorszym wypadku przetrwać bez nich.
- Wiem -wyszeptała i odsłoniła twarz, gdy do głowy przyszła jej myśl „biuro rzeczy znalezionych”.

***

Zanim Lena dotarła do upragnionego budynku z napisem „Biuro rzeczy znalezionych” spędziła trzydzieści minut na pytaniu ludzi o drogę. Nie mogła uwierzyć, że aż siedemnaście osób (w tym dwaj policjanci) nie wiedziało gdzie w Londynie może być takie miejsce. Dopiero, gdy znalazła punkt informacyjny dowiedziała się gdzie ma się udać. Niestety wyprawa do biura rzeczy znalezionych nie przyniosła jej żadnych korzyści. Miła pani o farbowanych na rudo włosach oznajmiła jej, że żaden taksówkarz nie przyszedł i nie dzwonił do biura w sprawie czarnej torebki. Powiedziała jej również, że postara się skontaktować z odpowiednimi osobami i popytać o zgubę, lecz nie ma pewności czy torebka się odnajdzie, a jeśli już to do odbioru będzie dopiero jutro rano.
Lena w kiepskim humorze siedziała na walizce obok budynku, z którego wyszła kilkanaście minut temu. Wzrok wbiła w kolorowe, zygzakowate tenisówki, które kiedyś sama zrobiła. Powodem, dla którego wykonała je własnoręcznie był brak takich butów w sklepach, więc kupiła zwykłe białe tenisówki i po prostu je przemalowała. Wyszły jej całkiem ładnie, przynajmniej tak mówiła Zuza, a zdanie tej dziewczyny bardzo się dla niej liczyło. Lena pomyślała o widoku, który zobaczyła przed opuszczeniem Polski. Rozwalona na łóżku blondynka... 
W tej chwili coś spadło osiemnastolatce na głowę. Potem drugi, trzeci, szósty, dziesiąty. Lena z każdą kroplą robiła się coraz bardziej mokra. Wstała z walizki, porwała jej uchwyt i pobiegła w kierunku drzwi do biura rzeczy znalezionych. Pociągnęła za klamkę - zamknięte.
- Przerwa na lunch?! - powiedziała ze zdziwieniem, gdy dostrzegła kartkę przyczepioną do wejścia. Popatrzyła na zegarek, który nosiła na ręce, wskazywał 12.30.
- No tak, oczywiście. Brytyjczycy i ten ich lunch - pomyślała i zrezygnowana obróciła się, by poszukać innego schronienia. Po drugiej stronie ulicy znajdował się Starbucks. Lena po raz kolejny chwyciła walizkę i pognała przez deszcz do lokalu.
Gdy weszła do środka była przemoczona do suchej nitki, jednak niezbyt się wyróżniała. Co najmniej dziesięć osób wyglądało dokładnie tak jak ona: mokre, sklejone włosy, ubranie ociekające wodą i wyblakła twarz pokryta kroplami deszczu. Jedyne z czego Lena cieszyła się w tej chwili to wodoodporny tusz do rzęs, który kupiła przed wyjazdem i, który obecnie miała na sobie. Zajęła miejsce w rogu i zaczęła rozważać plusy i minusy swojej obecnej sytuacji.

***

Pierwszy raz w swoim życiu Lena tyle czasu spędziła w kawiarni. Siedziała tu już równo pięć i pół godziny. Podczas jej pobytu w Starbucksie dwa razy podeszła do niej dziewczyna z obsługi pytając czy chce coś zamówić i oczywiście, z powodu braku pieniędzy, Lena dwa razy odmówiła. Brunetka była zmartwiona, gdyż nie wymyśliła jeszcze nic racjonalnego. Jedynym wyjściem, które przyszło jej do głowy było udanie się do jakiegoś hotelu i poproszenie o pokój na noc lub dwie, niestety to też nie było takie proste. Gdyby została na jedną noc, rano przy wyjściu musiałaby zapłacić, gdyby natomiast została na dwie, musiałaby zapłacić zaliczkę przy meldowaniu się do hotelu, więc odrzuciła te pomysły tak szybko, jak na nie wpadła.
Gdy na zegarze pokazała się godzina 18.55 do stolika Leny po raz trzeci podeszła dziewczyna w zielonym fartuchu.
- Hej, przykro mi, ale musisz opuścić kawiarnię. Zamykamy - powiedziała. 
Lena spojrzała na średniego wzrostu blondynkę o farbowanych na różowo końcówkach. Kelnerka zobaczyła w oczach brunetki zmartwienie i smutek. Mimowolnie zrobiła krzywy uśmiech, który miał rozweselić Lenę, lecz Ambroziewicz pochyliła jedynie głowę i wbiła wzrok w blat stołu. Blondynka zwinnie usiadła naprzeciwko Polki i spytała:
- Co jest nie tak? Siedzisz tutaj od pory lunchu z walizką i albo gapisz się w okno, albo w zegarek. Dwa razy podeszłam do ciebie, a ty dwa razy powiedziałaś mi, że zamówisz coś później. Każdy głupi zobaczyłby, że coś cię trapi. Nie znamy się, to fakt, ale pozwól sobie pomóc, dobrze?
- Ja... Sama nie wiem... Chyba lepiej pójdę... - Lena chciała wstać, lecz blondynka z różowymi końcówkami chwyciła ją za rękę.
- Poczekaj, ja naprawdę chcę ci pomóc. Jestem Mia. Mia Cambridge - dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę - A ty?
- Lena Ambroziewicz - powiedziała brunetka jednocześnie ściskając niepewnie dłoń nowo poznanej osoby.
- Miło mi - Mia puściła rękę osiemnastolatki - Nie słyszę brytyjskiego akcentu. Jesteś Świeżakiem? - spytała blondynka, lecz gdy zobaczyła lekko zdezorientowaną minę Leny, dodała - Świeżakami nazywamy ludzi, którzy niedawno przyjechali do Anglii. Jeśli mieszkasz tutaj przez dłuższy czas, nabywasz akcentu, a u ciebie go nie słyszę.
- Przyleciałam dziś rano. Jestem Polką - Lena odgarnęła kosmyk ciemnobrązowych włosów za ucho - Zamierzam zostać tu na stałe, lecz pewien incydent lekko pokrzyżował mi plany.
- Co się stało? - zapytała Mia z zaciekawieniem.
Brunetka westchnęła:
- Na lotnisku wzięłam taksówkę i poprosiłam o kurs pod London Eye. Gdy jechałam w samochodzie, walizka była w bagażniku, a na siedzeniu obok leżała moja czarna torebka, w której były w wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Wiesz... Telefon, portfel i tak dalej. No więc, gdy byliśmy na miejscu, miły, starszy pan kierowca trochę mnie zagadał, potem otwarł mi drzwi i przez to wszystko zapomniałam zabrać torebki z auta. Zorientowałam się dopiero przy kasie z biletami na London Eye. -Lena oblała się rumieńcem na myśl o chwili, w której próbowała kupić bilet- Szukałam taksówki na parkingu i byłam w biurze rzeczy znalezionych, lecz nic ciekawego mi nie powiedzieli.
- I teraz masz problem - skwitowała Mia.
- Dokładnie.
- I dlatego siedzisz tu tyle czasu i nic nie kupujesz.
- Właśnie dlatego. 
- I temu też wyglądasz jak uschnięty kaktus bez chęci do życia.
- Jest aż tak źle? - spytała Lena z rezygnacją w głosie.
Mia odpowiedziała jej miną, którą osiemnastolatka zdecydowanie odebrała jako „tak”, co jeszcze bardziej ją przygnębiło.
- Słuchaj. Torebka na pewno się odnajdzie, zobaczysz... - Mia położyła dłoń na ręce Leny - Siedziałaś tu tyle godzin, jestem pewna, że burczy ci w brzuchu. Zaraz znajdziemy ci coś do jedzenia - blondynka uśmiechnęła się - A jeśli chodzi o nocleg, bez problemu możesz przenocować u mnie. Moja siostra niedawno się wyprowadziła i mieszkam teraz sama. Będziesz mogła zostać ile chcesz - Mia pogłębiła uśmiech tak, że pokazała swoje białe, równe zęby.
- To naprawdę miło z twojej strony, ale ledwo mnie znasz. Nie powinnam...
- Nawet nie chcę słyszeć odmowy, Uschnięty Kaktusie. -Mia zaśmiała się - Nocujesz u mnie i już - powiedziała to tak stanowczym głosem, że Lena nawet nie próbowała kolejny raz odmówić - A teraz chodź, wybierzesz sobie coś na koszt firmy - Mia wstała i wyciągnęła rękę do Leny.                             Dziewczyna uścisnęła dłoń nowej znajomej, wstała i razem z nią ruszyła do półek pełnych pyszności.

***

Mieszkanie Mii znajdowało się na poddaszu ładnej kamienicy koloru bordowego. Budynek miał parter, trzy piętra i poddasze. Okolica od razu kojarzyła się 
Polce z Londynem, była bardzo malownicza.
Po wejściu Lenę przywitał przyjemny widok przestronnego, przytulnego mieszkania. Ściany przeważnie utrzymane były w kolorze białym, dlatego dom wydawał się zadbany i schludny. Przedpokój urządzony był minimalistycznie. Obok znajdowała się dobrze urządzona łazienka. Na końcu małego korytarza wchodziło się do dużego, przestronnego pomieszczenia. Było ono połączeniem salonu, kuchni i jadalni, dzięki takiemu rozwiązaniu wszystko wyglądało bardzo przejrzyście. Mnóstwo kwiatów, kolorowych poduszek i innych dodatków, które razem wyglądały po prostu wspaniale. Z salonu wychodziło wejście na uroczy taras, na którym znajdowało się mnóstwo roślin, dwa krzesła, stolik i ławka z poduszkami. Na końcu mieszkania miejsce miały dwie sypialnie. Jedna Mii, utrzymana w bieli, z kolorowymi dodatkami w postaci poduszek na sofie i łóżku, świeczek, lampki i fotografii nad biurkiem. Druga jej siostry, która niedawno opuściła to mieszkanie, równie ładna jak sypialnia Mii.
- Podoba się? - spytała uśmiechnięta blondynka z różowymi końcówkami.
- Bardzo. Naprawdę, ślicznie tu - powiedziała Lena spoglądając na swoją dzisiejszą sypialnię. Miły, jasny pokój, z dużym łóżkiem, białą komodą i przestronnym siedziskiem pod oknem pokrytym poduszkami.
- Pewnie będziesz chciała się umyć. W łazience zostawię ci ręcznik i piżamę.
- Mam swoją piżamę. Była w walizce, którą na szczęście wzięłam z taksówki - zaśmiała się Lena.
Dziewczyna była pełna podekscytowania i wdzięczności. Dopiero teraz dochodziło do niej, że poradziła sobie w tak trudnej sytuacji, a tak właściwie... To ktoś jej pomógł.
- W takim razie sam ręcznik, rozumiem - zachichotała Mia i wyszła z pokoju. Zamknęła drzwi, aby dać gościowi trochę prywatności.
- Uschnięty Kaktus w końcu się uśmiechnął... - pomyślała i radośnie pomaszerowała do łazienki.





Witajcie, ponownie :)
Na początku informacja. Czcionka musi zostać taka, bo do jasnej cholery nie wiem jak ją naprawić. Coś się lekko mówiąc chrzani w moim szablonie, ale do rzeczy...
Zobaczyłam, że ktoś przeczytał mój prolog, więc postanowiłam dodać pierwszy rozdział. Teraz choć troszkę łatwiej będzie wam ocenić moje wypociny.
W rozdziale pewnie szału nie ma, ale tak zawsze jest na początku. Niestety moja opowieść musi się dopiero rozkręcić :D
Zależy mi na waszej opinii, więc jeśli przeczytasz - skomentuj. Przyjmę wszelką krytykę i postaram się dostosować.
Ponownie zachęcam do odwiedzenia zakładek "bohaterowie" i "fabuła+zwiastun". Tam zapoznacie się z bohaterami i zarysem mojej historii.
Jeśli chcecie zostawić mi link do swojego bloga, zróbcie do w "spamie".
Trzymajcie się!

6 komentarzy:

  1. Witam, wpadłam tu całkiem przypadkiem. Nawet do końca nie wiem jak - z moim komputerem dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. No i bardzo spodobał mi się szablon, taki delikatny i prosty, a jednocześnie ładny i mający "to coś" x) Do tego jedną z bohaterek jest Hanna z PLL. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie!
    Zaciekawiła mnie twoja historia. Naprawdę już na wejściu polubiłam Lanę (być może dlatego, że jest równie roztrzepana jak ja. Kiedyś zostawiałam całą walizkę na peronie -,-) No, ale już pomijając to to bardzo zdziwiło mnie, że tak szybko Mia zaproponowała lenie przenocowanie (nic nie mówię, ale mogłaby być przecież płatną morderczynią, co wtedy?). Mniejsza.
    Czekam na rozwój akcji!
    Pozdrawiam, Jessabelle ;*
    PS. Jeśli miałabyś chęć to zapraszam również do siebie: virdenis-blood-brothers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedzenie i skomentowanie :)
      Jeśli chodzi o propozycję noclegu - ja też uważam, że potoczyło się to trochę szybko, jednak zdecydowałam się na ten krok :D Zachowanie Mii wyjaśni się w drugim rozdziale, mam nadzieję, gdyż wciąż przerabiam tekst i nie wiem jak to wyjdzie, hahah :)
      Tak czy siak, z chęcią odwiedzę twojego bloga!

      Usuń
  2. Dobra, jestem! Dziękuję za odwiedziny na wampirach ;)
    Jedyne co mi przeszkadza? Nie wyjustowany tekst i obrazy w tekście. Nie wiem, no ale mam uczulenie na to :D
    Rozdział ciekawy, długi i treściwy.
    Troszkę mnie rozczarowało to zachowanie Mii ( nie wiem jak to odmienić xD ) , tak jej zaproponować nocleg? Nie znając jej nawet tak... no wiesz :D No ale mam nadzieję, że Lena to nie jakaś psychopatka ? :D

    Czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazy postaram się ograniczyć, jednak nie mogę z nich całkowicie zrezygnować, jestem uzależniona od obrazków w tekście, nawyk z dzieciństwa, haha :D Jeśli chodzi o justowanie, postaram się to zmienić.
      Zachowanie Mii, będzie trochę wyjaśnione w drugim rozdziale. Mam nadzieję, że coś wam to wytłumaczy.
      Dziękuję za twój komentarz :)

      Usuń
  3. Dziękuję za link, który podesłałaś na moim blogu. :)
    A więc już po przeczytaniu Prologu i Rozdziału pierwszego mogę stwierdzić. że bardzo mi się podoba Twój styl pisania. To co napisałas czyta się tak lekko, delikatnie i przyjemnie. Stwierdzam, że chcę więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Zaczyna się całkiem ciekawie i obiecuję Ci, że od dzisiaj będę Twoją wierną czytelniczką. Polubiłam Mie i czekam na jej dalsze losy. :)

    Zapraszam również do siebie.
    secret-harrystyles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz i obiecuję, że wpadnę na twojego bloga :)

      Usuń